Mniej więcej przed trzema tygodniami byłem na spotkaniu z Prezydentem mego miasta. Miało ono dotyczyć problemów mieszkańców dzielnicy, w której mieszkam. W spotkaniu uczestniczył otoczony wianuszkiem urzędników Prezydent, dwójka radnych, całkiem spora grupa mieszkańców oraz najbardziej chyba znany w świecie człowiek z mojej dzielnicy - niezbyt lotny grubas w tureckim sweterku, gwiazda youtuba i niedoszły prezydent mego miasta.
Facet z youtuba to oczywiście pan Kononowicz, urzędujący prezydent to popierany przez PO pan Truskolaski a moje miasto to Białystok.
A spotkanie... Jak twierdzili niektórzy z uczestników było wspaniałym pokazem arogancji, buty i pogardy z Prezydentem Truskolaskim w roli głównej. Bardziej niż spotkanie wybranego w drodze demokratycznych wyborów prezydenta z wyborcami przypominało chyba wizytę feudalnego pana w jednej z mniej ważnych wiosek we włościach. Inni mówili coś o tragifarsie. Wszyscy zaś byli pod wrażeniem obstawy Prezydenta - przed szkołą, w której odbywało się spotkanie było co najmniej sześć samochodów Straży Miejskiej i Policji.
Pan Prezydent rozpoczął od prezentacji swych dokonań, które nijak się miały do tego o czym chcieli rozmawiać ludzie. I zdawał się nie pojmować dlaczego coraz bardziej wkurzeni mieszkańcy dzielnicy zamiast zachwycać się jego sukcesami zaczęli zadawać mu jakieś dziwne pytania dotyczące nieremontowanych od lat ulic, niestrzeżonych, przypominających pułapki na nieostrożnych kierowców przejazdów kolejowych, pozbawionych chodników ulic, którymi dzieciaki chodzą do szkoły po jezdni lawirując między jadącymi samochodami, jeżdżących po chodnikach tirów czy braku kanalizacji.
Pytania te w sposób oczywisty denerwowały Pana Prezydenta. Odpowiadał na nie pozbawionymi jakiejkolwiek treści ogólnikami lub nie odpowiadał wcale. Czasem zamiast odpowiadać Prezydent oceniał pytających.
Ten pan jest demagogiem, tamten nadaje się do polityki, a to co mówi ta pani to populizm - mogli usłyszeć zebrani ludzie. Mężczyzna pytający dlaczego Prezydent nie dotrzymał złożonych ponad trzy lata temu podczas jednego ze spotkań obietnic, został ochrzaniony niczym dzieciak. Inny usłyszał, że mówi nie na temat i że swoją odpowiedź już dawno otrzymał.
O mnie Prezydent powiedział, że stosuję chwyty poniżej pasa. Nie bardzo wiem o co mu chodziło, bo gdy na moje pytanie dotyczące remontu ulic zaczął odpowiadać pozbawionymi treści ogólnikami, zapytałem go w końcu czy pieniądze na chodniki przy ulicy, którą bardzo dużo uczniów podstawówki chodzi do szkoły (pieniędzy nie ma, nie było i nie będzie) znajdą się dopiero wtedy, gdy jakiś dzieciak zamiast w szkolnej ławce wyląduje pod kołami pędzącego samochodu.
Najlepsze były prezydenckie wypowiedzi dotytyczące problemów nękających mieszkańców od kilkunastu lat czy też zgłaszanych od lat propozycji dotyczących naszej dzielnicy. Prezydent słysząc o takiej ciągnącej się od lat sprawie radośnie zamykał ją stwierdzeniem "ja wtedy nie rządziłem".
Podczas całego spotkania nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że Prezydenta nie wkurzają jedynie pozbawione sensu pytania typu "dlaczego emerytowani nauczyciele mogą nadal pracować" i bełkotliwe tyrady Kononowicza, któremu prezydencki asystent podawał mikrofon wtedy, gdy padające z sali pytania i uwagi nazbyt denerwowały Prezydenta.
- Prezydent nie odpowiedział dlaczego wąska (szerokość mniej niż 10 metrów pomiędzy posesjami a nawet domami stojącymi po jej przeciwległych stronach) ulica jest i ma być główną arterią komunikacyjną dzielnicy.
- Nie próbował nawet odpowiadać dlaczego miasto wykupiło działki pod budowę dużo szerszej, równoległej ulicy (szerokość 15 metrów jezdni i chodników) i nie ma zamiaru wykorzystywać powstałej ulicy zgodnie z jej planowanym pierwotnie przeznaczeniem.
- Nie odpowiedział dlaczego niczym w jakimś "polskim dowcipie" wszystkie linie autobusowe w dzielnicy jeżdżą dokładnie tymi samymi ulicami (jeden z prezydenckich zastępców stwierdził, że dzieje się tak dla wygody mieszkańców).
- Nie potrafił wymienić (oczywiście z pomocą obecnych na spotkaniu i odpowiadających za białostockie ulice urzędników) choćby jednej poza Nowosielską ulicy w Białymstoku, której szerokość jest mniejsza (jezdnia i chodniki) niż 10 metrów i po której jeżdżą trzy linie autobusowe i tiry.
- Nie odpowiedział na pytanie czy akceptuje rozjeżdżanie przez tiry chodników (choć mailem otrzymał pokazujące to zdjęcia).
- Nie odpowiedział dlaczego jedna z głównych (najszersza i prowadząca do szkoły podstawowej) ulic dzielnicy jest pozbawiona chodników i kiedy w końcu te chodniki będą zrobione.
Bo niby czemu miał odpowiadać??


